SK8 COUTURE

Jesienne kurtki i płaszcze. Eleganckie i/lub sportowe. Klasyczna męska moda, szlachetne tkaniny plus deskorolka – klasyka mody ulicznej. Szerokie spodnie łączymy z marynarkami, a duże płaszcze i parki z wąskimi, o prostych nogawkach.

Sesja ukazała się w magazynie VIVA! MODA.

Zdjęcia: Michał Kar/Szaulinski Productions
Stylizacja: Marcin DąbrowskiMakijaż i włosy: Kentaro Kondo/Szaulinski Productions
Modele: Dominik Sadoch, Bartek Dziób, Peter Evan/AS
Produkcja: Wojtek Szauliński/Szaulinski Productions

Barack Obama tu był. American Psycho.

Sesję dla magazynu Viva!, której bohaterem był aktor Filip Bobek  zrealizowaliśmy w 2011 roku we wnętrzach apartamentu prezydenckiego hotelu Marriott w Warszawie. Filip chciał zerwać z utrwalonym przez serialowych scenarzystów wizerunkiem dyżurnego amanta. Pomysłu nie musieliśmy długo szukać. Zamiast standardowej burzy mózgów – jeden celny strzał – „American Psycho”. Producentka Ela Czaja i fotograf Piotr Porębski solidarnie wsparli ideę. Chwilę później wszyscy, wraz z Filipem, ruszyliśmy tropem bohatera wykreowanego przez Christiana Bale’a w kultowym filmie kanadyjskiej reżyserki Mary Harron. Klasyczna moda męska w stylu lat 50. pomogła nam zbudować dramaturgię.
W 2014 roku  prezydent USA Barack Obama w tych samych wnętrzach spędzał dwie noce podczas odwiedzin Polski z okazji czerwcowych obchodów 25 rocznicy pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych.

Zdjęcia: Piotr Porebsky/Metaluna
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Makijaż: Beata Milczarek/Metaluna
Fryzury: Sylwia Kiliś

Sesja ukazała się w magazynie VIVA!

Magdalena Ławniczak – fotografuje z Paryża

Magdalena Ławniczak mieszka w Paryżu. Od ponad 5 lat fotografuje modę męską i portretuje mężczyzn. Konsekwentnie i autentycznie. Dlaczego musiała wyjechać z kraju, w którym zajęcie to nie daje pełnych możliwości rozwoju?

summerlawniczak

Słyszałem, że pierwsze zdjęcie zrobiłaś sobie. Dlaczego więc  postanowiłaś z taką konsekwencją fotografować chłopaków?

To była naturalna kolej rzeczy, a nie wybór. Mam lepsze oko do chłopaków i łatwiej mi się ich fotografuje. Poza tym uwielbiam męską modę i myślę, że ją dobrze rozumiem.

Wcześniej robiłaś portrety dziewczyn? Fotografowałaś modę damską?

Robiłam dużo testów dziewczynom, głównie dla agencji modelek. Po jakimś czasie zdałam sobie jednak sprawę, że to jednak rozgrzewka, rozwijanie głównie umiejętności technicznych. Ostatnio zadzwonił do mnie znajomy stylista z propozycją sesji z dziewczyną. Zapytał, kiedy ostatnio ostatnio fotografowałam modelkę. Zdałam sobie sprawę, że to było dwa lata temu. Zrobiłam zdjęcia Marii Loks, a opublikował je portal www.thequietfront.com.

Kiedy podjęłaś decyzję, że fotografowanie będzie twoim zawodem?

Jeszcze w liceum chciałam studiować malarstwo na ASP. Ostatecznie zdałam na filozofię. Dziś nie żałuję tej decyzji. Chyba na trzecim roku brakowało mi tego, do czego jestem przyzwyczajona – tworzenia. I wtedy pojawił się aparat.

I postanowiłaś zbudować profesjonalne portfolio? Odwiedzałaś wydawnictwa, redakcje i agencje modelek, żeby zebrać zlecenia?

Niestety te spotkania w redakcjach głównie mnie rozczarowały. Ludzie w nich oczekiwali ode mnie wyświeconych zdjęć uśmiechniętych modeli. Ciągle słyszałam, że mam robić zdjęcia w studiu i że może lepiej kolorowe. A ja zupełnie nie miałam ochoty na skaczących modeli na białym tle. To jakiś absurd.

Doskonale cię rozumiem – to podcina skrzydła. Ale ty nie poszłaś na ugodę?

To był proces. Musiałam sobie zadać pytanie, czy chcę robić coś, co czuję, czy potrafię udawać. A ja  nie chciałam niczego udawać. Moim zdaniem to nie ma kompletnie sensu. Jeśli coś robisz, jesteś za to odpowiedzialny – musisz być szczery. I tyle.

I wciąż intuicyjnie czułaś, że twoje zdjęcia mogą się podobać?

Na szczęście tego nie dałam sobie odebrać. W zasadzie tutaj to tylko Mikołaj Komar mi ufał i jako pierwszy opublikował moją męską sesję głównie z czarno-białymi zdjęciami z węgierskim chłopakiem. Jedno z nich znalazło się też na okładce. Czarno – biała okładka, na której model patrzy w dół. To zazwyczaj się nie zdarza.

kamgcover

Może trafiłaś nie tylko do nieodpowiednich redakcji, ale także na nieodpowiedni moment?

Od jakiegoś czasu źle czułam się w Warszawie. To prawda.  Bardzo chciałam się rozwijać, pracować z kreatywnymi osobami i mieć dostęp do prawdziwej mody, a nie udawania na sesji, że wypożyczone rzeczy z H&M załatwią sprawę.

Wtedy zapadła decyzja o wyjeździe?

Tak, ale najpierw był Budapeszt. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Chciałam pojechać tylko na tydzień odwiedzić kolegę. Zakochałam się w tym mieście od razu. W zapachu, w energii. Magia. Wróciłam do Warszawy spakowałam walizeczkę i … zamieszkałam w Budapeszcie. Po dwóch latach jednak coś pękło. Bardzo ciężko było mi zostawić to miasto. Nie widziałam już dla siebie żadnej perspektywy, dalszej możliwości rozwoju. Fotografia i moda są mniej więcej na takim poziomie jak w Polsce. Mają jeden super magazyn „The Room” i to tyle…

To co dały ci dały dwa lata spędzone w Budapeszcie?

Ten wyjazd bardzo zmienił moje postrzeganie płci. Warszawa wydaje mi się aseksulana. Jak widzę towarzystwo pod „Planem B” to ciężko odróżnić dziewczyny od chłopaków.

Albo raczej chłopaków od dziewczyn…

To prawda. A Budapeszt zupełnie taki nie jest. Faceci są bardzo męscy, a kobiety nie boją się swojej seksulaności. Poczułam przypływ energii. Bardzo podobał mi się ten jasny podział płci. Kobiety i mężczyźni  różnią się przecież od siebie. Ja lubię celebrować różnicę, nie chcę robić z facetów – dziewczyn. Nie boję się seksualności, nie uciekam od niej. Węgrzy są super, uprawiają sport, mają zazwyczaj ładne ciała. Widać, że dbają o siebie. Przyznam, że wolę taką opcję od warszawskich chłopców w wąskich spodniach rurkach. Nigdy nie zamierzałam ukrywać, że męscy kolesie bardzo mi się podobają. Swoją drogą – w Paryżu często bookerzy w agencjach pytają, co dzieje się w Polsce i dlaczego w kółko dostają zdjęcia pomalowanych chłopaków, wystylizowanych jak kobiety.

Budapeszt się wypalił i wróciłaś do Warszawy?

Tamten etap się skończył – byłam tego pewna. Wróciłam do Warszawy i czekałam na coś nowego. Po miesiącu usłyszałam skradającą się depresję. Zaczęło się kombinowanie, żeby wyjechać.

I wtedy pojawił się pomysł na Paryż? A dlaczego nie Londyn albo Nowy Jork, w których koniunktura na męskie edytoriale stale się powiększa?

Intuicja kierowała mnie w stronę Paryża. Do którego zresztą zmierzałam dwukrotnie. Jeszcze w Budapeszcie odwiedziłam znajomych.  Stałam u nich na wielkim tarasie po stronie pięknej Budy i przyszła mi do głowy myśl „jedź do Paryża”. Po powrocie do Warszawy zaczęłam więc działać. I w końcu pojechałam do Paryża. Ten mój pierwszy wyjazd okazał się porażką. Pięć zmarnowanych miesięcy. Uświadomiłam sobie, że to miasto nie lubi, jak się nie ma planu. Później byłam w Berlinie i Mediolanie, ale Paryż ciągle mimo wszystko miałam z tyłu głowy. Czułam, że to niezałatwiona sprawa i że muszę tam wrócić. No i wróciłam tym razem z planem. Wiedziałam, co mnie czeka, wiedziałam też, że będzie dużo pracy i że będzie ciężko. Nie miałam złudzeń, że jakoś to będzie. Miałam cel.

Zdjęcia męskiej mody?

Zdecydowanie tak. Tym bardziej, że po kilku wizytach w agencjach i wydawnictwach okazało się, że proste czarno-białe zdjęcia są super. Doceniono moją oszczędność jeśli chodzi o stylizacje oraz fakt, że uwielbiam klasykę.

Paradoksalnie wtedy zaczęły spływać pierwsze zlecania z Polski? Zrobiłaś na przykład męską sesję do Viva!Moda.

No tak, to chyba normalne.

 

W Paryżu na tyle się Twoje zdjęcia podobały, że jesteś po swojej autorskiej wystawie.

Tak, to było szaleństwo. Pomysł przyszedł bardzo szybko. Błyskawicznie trzeba było też działać. Okazało się, że na realizację miałam dwa tygodnie. Zrozumiałam, w co się wpakowałam, jak już w tym stałam dwiema nogami. I nie było odwrotu. Ja jestem bardzo zdeterminowana, a ludzie w Paryżu to bardzo doceniają i wspierają. Chciałam sfotografować chłopaków z 5 najlepszych paryskich agencji modeli, z którymi pracuję. To było w czerwcu przed pokazami ” Nowe twarze” w sezonie wiosna – lato 2014. Wybrałam 18 takich, którym wróżę duże sukcesy w modelingu i którzy zarazem są interesującymi postaciami do portretowania. Na zdjęciach nie było w ogóle mody. Był portret.  Oni byli zabiegani, to był tydzień castingów przed pokazami. Cud, że udało mi się ich wszystkich zebrać. Większość z modeli miała jedynie polaroidy, kiedy ich wybierałam, a po fashion weeku okazało się, że wielu z nich zrobiło świetne pokazy – Dior, Lanvin czy Raf Simons. Wystawa odbyła się pod koniec czerwca w galerii – concept store VOID.

Lepiej fotografuje ci się kogoś, kto ci się podoba?

To trudne pytanie. Fajnie, jak na zdjęciach jest chemia, ale myślę, że to też może czasem blokować. Pomaga w pierwszym kontakcie. A przeszkadza czasem dotrzeć do tego, co pod powierzchnią. Muszę się przyznać, że ostatnio miałam zdjęcia, gdzie chemia po prostu kipiała i w efekcie wyszło cudownie. Chłopak się bardzo starał. A mi udało mi się przełamać jego wyuczone pozowanie. I zrobiliśmy taka sesję, jaka lubię. Cieszę się, że model zaufał mi i pokazał mi prawdziwego siebie. Przyszedł chłopak z Givenchy, sztywny i pozujący. Próbujący grać ciałem jakieś zmyślone historie, ale bardzo szybko zrozumiał, że nie musi. Że ja tego nie potrzebuję. I po jakimś czasie model totalnie poczuł, o co mi chodzi. Uwielbiam ten moment, gdy czuję, że ktoś mi ufa. Sesję tą opublikował brytyjski portal www.boysbygirls.co.uk.

Często tak siłujesz się z modelami albo z osobami, które fotografujesz?

Tworząc nie możesz wciskać ludziom kitu. Na zdjęciach widać, jaka była atmosfera na sesji i czy model czuł się swobodnie. Nie ma sensu udawać kogoś, kim nie jesteś. Dlatego tak mocno wkurzają mnie osoby próbujące powtarzać zdjęcia i udawać styl znanych fotografów. Nie rozumiem zupełnie po co.

Co musiałoby się stać w Polsce, żebyś wróciła? I czy w ogóle chcesz wracać?

Tęsknię czasem za Warszawą i moimi przyjaciółmi, ale wiem na pewno, że to nie jest moje miejsce. Potrzebuję warstw i różnorodności. W Paryżu wychodząc rano po bagietkę widzę całą masę rzeczy, które mnie inspirują. Myślę, że wszędzie można stworzyć swoją bezpieczną przestrzeń. Moja oaza w Paryżu to Belleville. Tu jestem szczęśliwa i cieszę się, że mam cudowne osoby wokół siebie. Poza fotografowaniem robię tu też inne rzeczy, np. castingi do sesji. Ostatnio dla Dapper Dan Magazine. To jeszcze nie jest moment, żeby zadać sobie pytanie, czy wrócę kiedyś do Polski. Przez ostatnie 4 lata dużo podróżowałam. Chcę teraz zostać w jednym miejscu odrobinę dłużej. Poza tym kocham Paryż.

Rozmawiał Marcin Dąbrowski

Prace Magdaleny Ławniczak oglądać można na jej blogu