He. Genuine leather

Genuine leather. Prawdziwa skóra. I moda, która często stawia nas pod ścianą.  Nie sposób przecież uniknąć etycznych dylematów. Nosić, nie nosić. Stella McCartney nigdy nie miała żadnych wątpliwości. Zanim swojej modzie wydała całkowity zakaz zbliżania się do zwierząt, odebrała nienaganne wychowanie od mamy – Lindy, radykalnej wegetarianki i – co podkreśla wielu – wspaniałej kobiety. Reszcie już nie łatwo zerwać z korzeniami. Prada, Bottega Venetta zanim wyrosły na imperia mody, latami pod swoimi brandami sprzedawały wyłącznie skórzane wyroby, głównie torby i inne akcesoria. A skórzane ubrania sprawniej przyciągają luksus. Są drogie, wyjątkowe i świetnie noszą się latami. Pod warunkiem, że są dobrze skrojone, a ich wzornictwo ma – powiedzmy – uniwersalny rys. Żegnaj żołnierzu – od stóp do głów – skórzany wprost z kolekcji Thierry Muglera. Reputacji marki zdominowanej fantazjami Francuza nie zdołał naprawić nawet talent Niccoli Formichetti. O wybrykach Donatelli Versace prewencyjnie nawet nie wspomnę. Dzisiaj skórę nosimy oczywiście wyłącznie w postaci kurtek (nie marynarek!) i spodni (nie szortów!). W towarzystwie bawełny, wełny, a nawet ortalionu. Miejsko. Skórzane torby i plecaki – ok. Skórzane płaszcze wciąż omijamy!

Zdjęcia: Piotr Porebsky/Metaluna
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Makijaż: Beata Milczarek/Metaluna
Fryzury: Daniel Muras
Model: Dominik Sadoch/AS Management
Produkcja: Ewa Fiwek/Metaluna

Sesja opublikowana w magazynie K MAG

 

 

Barack Obama tu był. American Psycho.

Sesję dla magazynu Viva!, której bohaterem był aktor Filip Bobek  zrealizowaliśmy w 2011 roku we wnętrzach apartamentu prezydenckiego hotelu Marriott w Warszawie. Filip chciał zerwać z utrwalonym przez serialowych scenarzystów wizerunkiem dyżurnego amanta. Pomysłu nie musieliśmy długo szukać. Zamiast standardowej burzy mózgów – jeden celny strzał – „American Psycho”. Producentka Ela Czaja i fotograf Piotr Porębski solidarnie wsparli ideę. Chwilę później wszyscy, wraz z Filipem, ruszyliśmy tropem bohatera wykreowanego przez Christiana Bale’a w kultowym filmie kanadyjskiej reżyserki Mary Harron. Klasyczna moda męska w stylu lat 50. pomogła nam zbudować dramaturgię.
W 2014 roku  prezydent USA Barack Obama w tych samych wnętrzach spędzał dwie noce podczas odwiedzin Polski z okazji czerwcowych obchodów 25 rocznicy pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych.

Zdjęcia: Piotr Porebsky/Metaluna
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Makijaż: Beata Milczarek/Metaluna
Fryzury: Sylwia Kiliś

Sesja ukazała się w magazynie VIVA!

Perfect Day – tribute to Lou Reed

W hołdzie amerykańskiemu artyście – muzykowi, wokaliście i poecie. Lou Reed żył 71 lat. Trudno go z kimkolwiek porównać. Szczególnie w Polsce tak szaleńczo zakochanej w ocenianiu. Życiorys amerykańskiego artysty wymykał się ostatecznym werdyktom. Formatem dorównywał mu jedynie starszy o kilka lat Czesław Niemen. Choć życie spędzali w towarzystwie krańcowo różnych temperamentów. Niemen widząc, co się wokół dzieje, wycofał się z oficjalnego obiegu. Lou Reed miał ponoć trudny charakter i kiedy trzeba, umiał ostro nawrzucać. Nie oszczędzał nawet najbliższych przyjaciół. Jako artysta zmieniał kurs nowoczesnego rock&rolla. Eksperymentował także z własnym życiem. Nie obyło się bez skutków ubocznych. Styl życia muzyka w latach 70. to niemal taniec na linie. Nie zabrakło narkotyków, alkoholu oraz różnorakich doświadczeń seksualnych i obyczajowych perwersji (związek z transwestytą, jego biseksualizm stał się już rockandrollowym archetypem). Na szczęście tę nasyconą wieloma przekroczeniami podróż udało się w miarę bezpiecznie przetrwać.
Lou Reed był niezwykle twórczym i zarazem kontrowersyjnym artystą. Miał odwagę wyprowadzić rockową muzykę z infantylnej kontestacji. Pozbierane po wyboistej drodze blizny odsłoniły prawdę o metafizycznych fundamentach życia. Zachęciły do poszukiwań nie tylko w obszarze muzyki. Komunikacja za pomocą słowa pisanego było dla muzyka wielkim artystycznym wyzwaniem. Dzięki poetyckim ambicjom krótki muzyczny utwór zmienił w nośnik głębszych treści. “My bullshit is worth more than other people’s diamonds.” Swoisty manifest artysty („moje brednie cenniejsze są od waszych diamentów”) zamiast postrzegać w kategorii nachalnej megalomanii, należało by raczej odczytać jako głos w debacie o społecznej kondycji Ameryki lat 60. i 70. Zresztą konfrontacja z najtrudniejszymi obyczajowymi tematami oraz różnymi formami wykluczenia kształtowała artystyczną osobowość Lou Reeda. Legendarny The Velvet Underground, którego był współtwórcą, dał początki muzyce punk i Nowej Fali. Przekroczenia gatunkowe nie wyczerpały pokaźnego arsenału twórczego. Uporczywie pracował na status muzycznej legendy. Przełamanie wizerunku gwiazdy rocka wydarzyło się przy okazji. Może nawet David Bowie nie byłby, gdzie jest, a wyglądem „nie przypominał Boga”, gdyby u jego boku nie stał wierny przyjaciel – estetyczny i artystyczny demiurg. Zresztą inspirujących kompanów wokół Lou Reeda nigdy nie brakowało. Andy Warhol, Nico, Iggy Pop, Paul Morrisay, Debbi Harry, David Byrne, Patti Smith to ledwie błyszczące iskry wśród plejady wybitnych artystów towarzyszących muzykowi w jego fascynującym życiu.

Lou Reed używał przeważnie ciemnej, ponurej garderoby. Może łatwiej mu wtedy było dotrzeć do mrocznej strony ludzkiej duszy, o której opowiadał w wielu swoich utworach. Skórzane kurtki, wąskie spodnie, bawełniane bluzy i t-shirty dopiero w odpowiednim kontekście stały się elementami sztandarowego wizerunku amerykańskiego artysty. Niezwykle przekonującego – jak się po latach okazało. Styl ten na trwałe wbił się w kanon stylizacji wielu rockowych zespołów. Płynnie przeniknął nawet do portfolio wielu masowych marek odzieżowych. Dziś chyba bardziej inspiruje projektantów niż muzyków, dla których trudny repertuar wciąż stanowi intelektualne wyzwanie. Wizerunkowe przywłaszczenia to dzisiaj już norma. I ciężko rzeczywiście z tego rozliczać. Jeśli miałbym sparafrazować język Lou Reeda, a bardzo mi to na rękę, to powiem „jeśli zamierzacie udawać kogoś, kim nie jesteście, lepiej solidnie się do tego przygotujcie”. To przestroga nie tylko dla fanów legendy amerykańskiego rocka. Brak autentyczności – także w kwestii stylu – przeważnie prowadzi do frustracji.

Zdjęcia: Piotr Porebsky/Metaluna
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Makijaż: Beata Milczarek/Metaluna
Fryzury: Emil Zed/Van Dorsen Talents
Modele: Hubert/EC Management i Paweł/Model Plus
Projekt graficzny i kolaże: Tomasz Malka/tomaszmalka.com
Produkcja: Ewa Fiwek/Metaluna