Cały ten modny zgiełk a Papież Franciszek swoje

Czy moda jest głupia? Kiedyś na FashionWeeku w Łodzi dziennikarz i szef Katedry Mody warszawskiej ASP – Janusz Noniewicz zadał wybranej grupie osób to pytanie. Mnie tam nie było. Ale krytyk mody – Joanna Bojańczyk była i w Qelement.pl napisała, że sporo znawców, nie wykluczając jej samej, długo na ten temat się wymądrzała. Ciężko nie przyznać, że polska moda czasem bywa głupia. Szczególnie, jeśli ogląda się telewizje tematyczne lub przerzuca strony lifestylowych magazynów. „Dzięki akcesoriom wyglądamy na mniej zmęczone”. „Kolorowe leginsy są idealne na mroźne dni”. To znaczy, że gładkie nie filtrują zimnych wiatrów? Albo „noście kolorowe futerka – to hit mody” – podczas gdy z tendencjami, przynajmniej na chwile obecną, nie mają nic wspólnego. No i to uporczywe kreowanie potrzeby, ba konieczności, posiadania wiedzy, co robią, jedzą, czy schudły, czy może są w ciąży byłe narzeczone aktora Borysa Szyca – obecnie stylistki, przyciszona ostatnio ex-menadżerka wokalistek – teraz specjalistka od kreowania wizerunku, czy piosenkarka-aktorka-projektantka, która lubi testować wytrzymałość łazienkowej armatury. Możemy się naśmiewać z wszystkiego, co próbuje tę naszą modę wynieść kilka oczek wyżej. Niektórym w niesmak, że Mariusz Przybylski tańszą swoją linię nazywa Philoshophy by Mariusz Przybylski, albo że nazwie jedynej przekrojowej, ogólnopolskiej imprezie – pokazom polskiej mody w Łodzi towarzyszy słowo „philosophy”. Może zbyt naiwnie wierzę, że uda się odsłonić inne (mądrzejsze) twarze mody. Tej mody, która we Francji traktowana jest jak dziedzina sztuki, tak że studenci projektowania mogą liczyć na subwencje ministra kultury i sztuki. Tej mody, która daje nadzieje setkom studentów szkół artystycznych i ich nauczycielom, do których dzięki Krakowskim Szkołom Artystycznym (www.ksa.edu.pl) mam przyjemność się zaliczać. Czy artystyczne ambicje mody świadczą jedynie o jej prowincjonalności? Kompleksie? Że niesłusznie wyciąga rękę po coś więcej? (Polemizuje teraz z Joanną Bojańczyk). To ja tylko wspomnę dwóch swoich idoli – Rafa Simonsa i Riccardo Tisci. Simons z mnóstwem artystów się bratał – w tym sezonie ze Sterlingiem Ruby – czego owocem jest fenomenalna kolekcja AW 14. Tisci uchylił drzwi wielkiej współczesnej artystce Marinie Abramovic, która dzięki niemu zakochała się w modzie bez pamięci. A następnie wyznała, że moda otwiera i uświadamia, że nasze życie może być nie tylko przyjemniejsze, ale i lepsze.

Wstęp długi, ale „sorry – taki mamy klimat”. Wracam już do tematu. Panowie na tegorocznej gali przyznania muzycznych nagród GRAMMY wystawili modzie elegancką laurkę. Począwszy od legendy rapu, ex-rozbójnika, acz prekursora nurtu romantic hip hop – gospodarza tegorocznego święta muzyki – LL Cool J, który założył superelegancki smoking z muszką, po panów z Daft Punk, którzy nie tylko sprzątneli większość tegorocznych nagród, ale olśniewająco wyglądali w setach przygotowanych przez stylistów domu mody Saint Laurent Paris (fantastyczne buty). Swoją drogą – Jay Z w smokingu Toma Forda – bezkonkurencyjny. Zresztą czołówka światowych projektantów skutecznie uruchomiła swoje działy PR, skutkiem czego nominowani i laureaci wyglądali niemal jak na wybiegu. Reprezentantów znaleźli niemal wszyscy – Dior Homme, John Varvatos, Giorgio Armani, Gucci, Burberry, Dolce&Gabanna, Paul Smith, Lanvin. Tylko czemu służy cały ten piękny zgiełk mody? Czy krawieckie wybory nie zaczynają i nie kończą jedynie dla czerwonych dywanów?

Amerykański miesięcznik dla panów ESQUIRE tytuł najlepiej ubranego mężczyzny roku 2013 nieoczekiwanie przyznał … papieżowi Franciszkowi. Głównie dlatego, że styl głowy Kościoła odpowiada sposobowi jego myślenia. I wpływa tym samym na sposób działania. Rezygnacja z historycznych, burgundowych lakierek, jubilerskich insygniów i futrzanych peleryn – według cytowanego przez esquire.com profesora Fashion Institute of Technology – Marka-Evana Blackmana, symbolicznie zapowiada nową erę całego Kościoła. Choć zabiegi te wpisują się w odświeżany obecnie nurt minimalizmu, to z pewnością nie są obliczone na jednorazowy efekt. Styl ubierania papieża wynika z wyższych wartości i trudno oprzeć się wrażeniu, że filozofia nie ma z tym nic wspólnego. Wielu komentatorów zjawisk społecznych – m.in. Lisa Gavenas – autorka „The Fairchild Encyclopedia of Menswear” – podkreśla, że papież Franciszek ma świadomość, że męskie ubranie przeznaczone jest do wyrażania charakteru mężczyzny, który je nosi. Autorka zaznacza przy tym, że papieskie szaty w stylu rapera (patrz wyżej: LL Cool J z lat 80. w łańcuchach, ostemplowanych ciuchach i mięsistych futrach) mocno odstają od osobowości Franciszka, który z własnej kieszeni opłaca rachunki za pobyt w kościelnych hotelach, w Wielki Czwartek obmywa nogi skazańcom (w tym dwóm kobietom), a wieczorem ukradkiem wymyka się ze swej siedziby (odmówił rezydencji w Pałacu Apostolskim), by pomagać okolicznym biedakom. Swoją posługę papież czyni w czarnych butach w towarzystwie skromnych insygniów kościelnych. Nie przeszkadza to jednak nadawać swojemu postępowaniu modnej i nowoczesnej dynamiki. Franciszek tweetuje Ewangelię i kazania, strzela selfies, a nawet spotyka się z legendarną Patty Smith (która w równym stopniu przysłużyła się modzie, co muzyce). Autentyczna skromność oraz koncentracja na problemie biednych i wykluczonych potwierdza tylko fakt, że papież – dosłownie i symbolicznie – zdecydował się nałożyć nowe szaty. Obyśmy umieli wziąć z tego lekcję i na żywo przenieść te recepty w 2014 rok. W dziedzinę mody i rozwoju osobistego.

Zdjęcia: www.esquire.com, www.gq.com, www.hollywoodlife.com