He. Genuine leather

Genuine leather. Prawdziwa skóra. I moda, która często stawia nas pod ścianą.  Nie sposób przecież uniknąć etycznych dylematów. Nosić, nie nosić. Stella McCartney nigdy nie miała żadnych wątpliwości. Zanim swojej modzie wydała całkowity zakaz zbliżania się do zwierząt, odebrała nienaganne wychowanie od mamy – Lindy, radykalnej wegetarianki i – co podkreśla wielu – wspaniałej kobiety. Reszcie już nie łatwo zerwać z korzeniami. Prada, Bottega Venetta zanim wyrosły na imperia mody, latami pod swoimi brandami sprzedawały wyłącznie skórzane wyroby, głównie torby i inne akcesoria. A skórzane ubrania sprawniej przyciągają luksus. Są drogie, wyjątkowe i świetnie noszą się latami. Pod warunkiem, że są dobrze skrojone, a ich wzornictwo ma – powiedzmy – uniwersalny rys. Żegnaj żołnierzu – od stóp do głów – skórzany wprost z kolekcji Thierry Muglera. Reputacji marki zdominowanej fantazjami Francuza nie zdołał naprawić nawet talent Niccoli Formichetti. O wybrykach Donatelli Versace prewencyjnie nawet nie wspomnę. Dzisiaj skórę nosimy oczywiście wyłącznie w postaci kurtek (nie marynarek!) i spodni (nie szortów!). W towarzystwie bawełny, wełny, a nawet ortalionu. Miejsko. Skórzane torby i plecaki – ok. Skórzane płaszcze wciąż omijamy!

Zdjęcia: Piotr Porebsky/Metaluna
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Makijaż: Beata Milczarek/Metaluna
Fryzury: Daniel Muras
Model: Dominik Sadoch/AS Management
Produkcja: Ewa Fiwek/Metaluna

Sesja opublikowana w magazynie K MAG

 

 

Role of life

Kolor w roli głównej. Wspomniany w kolekcjach przez poważne autorytety. Saint Laurent stawia akcent na czerwony. Modele wystylizowani na moped boys z lat 50. dynamicznie mijają się na paryskim wybiegu w spodniach w nasyconym kolorze. Prada z malarskim wyczuciem komponuje sylwetki z ciemnych tkanin, które stają w szranki z pomarańczową, morską, czerwoną i ciemnozieloną barwą. Alber Elbaz i Lucas Ossendrijver – autorzy bardzo dobrej kolekcji Lanvin – angażają granat, niebieski i czerwony. Tłem dla sezonowych nowości są granatowe płaszcze i marynarki oraz beżowe garnitury, które z racji dobrej sprzedaży przy okazji zapewniają rentowność marce.  U Rafa Simonsa odważne zestawienia jaskrawej fuksji i nasyconej zieloni, a wszystko w granicach jednej koszuli. Do żonglerki tymi egzemplarzami mody męskiej SS 2014 bardziej od odwagi potrzeba wyczucia i wprawnego rozpoznania trendów. W obecnych propozycjach projektantów kolor pojawia się w towarzystwie printów i wzorów graficznych (Givenchy) lub kwiatów (Prada, Dries Van Noten, Marc Jacobs). Można przywołać te tendencje – chociażby po to, by ostatecznie im zaprzeczyć. Lub przyswoić w mikroskali (np. kurtka z motywem kwiatowym, ale koniecznie w połączeniu z ciężkimi butami). Aha – wbrew temu, co wypisują specjaliści małopoczytnych polskich, męskich, gadżetowych magazynów drukowanych – biały, szary, czarny, granatowy to też kolory! Lepiej o nich wiosną i latem nie zapominać.

Zdjęcia: Maria Eriksson
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Charakteryzacja: Beata Milczarek/Metaluna
Model: Piotr Suchecki/AS Management

Sesja ukazała się na portalu fuckingyoung.es

Night Air Mariusz Przybylski 2014

10 rocznicę swojej pracy zawodowej projektant Mariusz Przybylski uczcił pokazem eleganckiej kolekcji NIGHT AIR. Choć powodów do hucznego świętowania aż nadto, to cała uroczystość odbyła się bez przesadnej fety. Nastroju wydarzenia nie zmienił nawet fakt pojawienia się nieutrudzonego w bywaniu kwiatu serialowego aktorstwa. Wydarzenia obliczonego na przyjemne spotkanie – powiedzmy – w dość nielicznym jak na warszawskie pokazy gronie. Wśród widowni w większości znajomi, przyjaciele i wierni fani Mariusza. Normalnie – jak na przyzwoitych urodzinach.

Przyznaję – długo ociągałem się z recenzją tego pokazu. I wyznam szczerze – chciałem przyjrzeć się się reakcjom krytyków. A tu żadnej jatki, żadnego jadu ciurkiem sączącego się z okolczykowanej blogosfery. Której regularna, dyskretna oraz poukładana moda skupiona na ubraniach i ich konstrukcji nie stymuluje do wszczynania lokalnych wojenek. Niewprawnemu w modzie oku moda Przybylskiego nie służy. Nie bije oczywistościami. Nie kusi uproszczeniami. Cekiny inne niż w „Tańcu z gwiazdami”. Sukienki za mało ściskają biodra i piersi. Za dużo w nich tkanin, w dodatku niebłyszczących. Mało kolorów. Printy przygaszone, nie jazgoczą (dzięki ci Mariusz). A dekolty nie do pasa. Itp. Itd.

Osobiście za to wszystko jestem Mariuszowi wdzięczny. Wraz z rzeszą (niemałą) postronnych obserwatorów umęczonych kabaretowymi wygłupami właścicieli polskich streetowych marek trąbiących o międzykontynentalnych sukcesach sprzedażowych. Oraz blogerów wyłudzających dresowe okrycia – wyszprejowanych i tych jeszcze nietkniętych barwnym aorezolem. A wszystko to odbywa się w zupełnym braku świadomości, że grają jak zagra im system zbudowany na łatwym trawieniu świata rodem ze śniadaniówek i formatowych programów w TV. No właśnie formatów – wykazujących zadziwienie świata na poziomie elementarnym. O! – bloger dziwnie ubrany. Z kolczykami! Kolorowe włosy!

Na szczęście moda Przybylskiego nie jest tak pusta. Ponieważ rozwija się nie dzięki lecz obok systemu rozrywkowego, który głaszcze i kocha. Czasem dla zachowania pozorów obiektywizmu również nienawidzi.
Ale do rzeczy. Opozycja to główna figura stylistyczna mody Mariusza Przybylskiego. Pokryte przestrzennymi, a przez to realistycznymi roślinnymi nadrukami tkaniny (wykonane je w Portugalii)  kontrastują z cięższymi żakardami, które dzięki gęstemu utkaniu błyszczących elementów zyskują efekt 3D.

Podczas pierwszej części pokazu przy stłumionym świetle, w akompaniamencie cykad i świerszczy zaprezentowano jednorodne ubrania z przyrodniczym kwiatowym motywem (zrobiło się jak na obrazach Henri Juliena Rousseau). Dla kontrastu – część druga. W jasnym mlecznym świetle zobaczyliśmy sylwetki skompletowane z ciemnych żakardowych i wełnianych tkanin udekorowanych cekinami i ciemnymi koralikami. Współpracę Mariusza ze stylistką Martą Kalinowską należy rozważać w kategorii sukcesu zawodowego. Na minimalistyczną stylizację części pierwszej Marta odpowiedziała złożoną strategią części drugiej. Granat i czerń to jedno z moich ulubionych połączeń kolorystycznych. Jak się okazało nie tylko moich. Zastosowanie wyrazistych pomarańczowych skarpetek w zestawieniu spodni do kostek i konsekwentnie towarzyszących modelom ciężkich martensów dodało głębi sylwetkom. I ułatwiało percepcję konstrukcji ubrań prezentowanych na tle białej, strukturalnej scenografii. No i te super modne czapki typu beanie!!!

Największą zaletą mody Przybylskiego jest nie tylko jej użyteczność. Choć projektant jak mantrę powtarza adeptom sztuki krawieckiej w programie Runway Project, gdzie zasiada jako juror, że – cytuję – moda to sztuka użytkowa. Osobiście uważam, że największym sukcesem Mariusza jest dojrzałość zawodowa. A skomponowanie całościowej, rozważnej propozycji to już wyłącznie konsekwencja. Zero efekciarstwa, a więc zero nadmiernego rozkojarzenia. Doświadczenia ze sprzedaży tańszej linii w warszawskim butiku Philosophy by Mariusz Przybylski pozwoliły zmodyfikować ofertę z głównej kolekcji. Dla mniej wprawnych w modzie odbiorców – koszula, dzianina – w tym sezonie w postaci golfu, dobrze skrojony garnitur z klasycznymi trzymającymi proporcje spodniami. Ci inni też mają w czym wybierać. Dłuższe koszule, spodnie o długości do kostek, parki, bombery (moje ulubione kurtki w tej kolekcji) i świetnie uszyte bluzy to dowody aktualności męskiej mody Przybylskiego. Który konsekwentnie za ambicje stawia sobie poprawę jakości narodowego gustu w zakresie mody. Całe szczęście także męskiej!

Zdjęcia: Filip Okopny/fashion-backstage.com