HIS HAIR

Korzyści płynące z dbania o wizerunek oceniać można w kontekście osobistym, zawodowym i społecznym. O siebie zaczął ostatnio dbać nawet lider opozycji, prezes PIS – Jarosław Kaczyński. Wcześniej tego nie robił, ponieważ schludny wygląd, dobrze skrojona marynarka i nierozdeptane buty – zgodnie z solidarnościowym etosem – świadczyły wyłącznie o braku kompetencji w obszarze przejmowania władzy. Przez lata otoczenie prezesa jedynie wzmacniało w nim poczucie wizerunkowej nonszalancji (w PIS-ie nawet kobiety wyglądają źle). No i nagle – pstryk! Stylistka! Modny sweter. Biała koszula, czarna marynarka. Dopasowany krawat. Wszystko ok. Jednak brwi troszkę za długie. Prezesie, kosmetyczka to nie wróg. No włosy też trzeba przeczesać raz lub dwa na dzień. Wcześniej na pewno je umyć. Będą się lepiej układać.
Naczelny magazynu dla mężczyzn – „Logo”, którego prawie nikt (szczęśliwie) nie chce oglądać i czytać (ze zrozumiałych względów) czaszkę mieszczącą podpoznański umysł przykrywa wspomnieniem po włosach. Zdjęcia przy wstępniakach są bezlitosne. A włosy nadal są ważne. Szczególnie jeśli zaczynają przechodzić do historii.
Nadmiarowa wobec tradycyjnych standardów fantazja nie zawsze wspiera sprawę włosów. Patrz: Michał Witkowski. Umysł ma na pewno w porządku. Jak z resztą – widzimy sami. Jeśli moda cię nie lubi – to z nią nie wygrasz. Szkoda.

Zdjęcia: Aldona Karczmarczyk/Van Dorsen Talents
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Fryzury: Michał Bielecki/Van Dorsen Talents
Modele: Janek/Model Plus, Carol S/AS, Kuba/AMQ, Michał/Panda

Sesja ukazała się w magazynie FuckingYoung

MADE TO STRAY

Być modnym czy nie być modnym? Oto jest pytanie. Jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy – Michał Witkowski wziął się obecnie za modę. Konkretnie za jej opisanie, ocenianie, uznanie oraz doświadczanie. Osobiście wymiękłem po wpisie na fanpage’u o powrocie fryzur traktowanych kolorowymi – cytuję – szprejami. Witkowski wszedł w bliski związek z modą. I na wszelki wypadek ogłosił to miastu i światu. Na nic jednak ta asekuracja się zdała, bo gołym okiem widać, że moda łagodnie z Michałem się nie obeszła.
Można jeszcze inaczej – jak śliczna Julietta MafFashion. Zero zaparć. Trawi trendy niemal z prędkością dźwięku, przyswaja i szybko się pozbywa. I bach – następny trick. Teraz tysiące lajków zbierają zdjęcia w peruce i kapeluszu. Moda ją bardzo lubi, ponieważ jest młoda, szczupła i ładna. Na razie o niej nie zapomina, bo Maf skutecznie dba, żeby nie dać się zapomnieć. Choć wielu pewnie staje to ością w gardełkach. Bo za co te lajki, itp, itd…
Krytyk mody Joanna Bojańczyk twierdzi (felieton w magazynie Qelement), że człowiek modny ma dwa wyjścia – biec za trendami lub dystansować się wobec nich. Szczególnej intuicji nie potrzeba, żeby wyczuć, że owczy pęd za nowościami w modzie to niestety  często bieg z przeszkodami i trafić się mogą rozległe urazy osobowościowe. Na przykład frustracja. Co wybrać, czy w tym dobrze, ten kolor, ta forma, a może mnie wyśmieją, a czy na to nie za stara/y… I tak dalej.
Ludzie wprawieni w modzie nie myślą o modzie. Dystans przychodzi sam. Gdy nie stawiamy sobie za wysokich wymagań. Nie udajemy i nie oszukujemy. Po co tracić czas na śledztwo, czy te przełomowe sukienki z przełomowego pokazu są z satyn i ręcznie obszywanych kamieni i kamyczków czy z dywanów z Nepalu ze sklepu dla turystów…
Bardzo lubię męską modę. Nie kłamie. Nie łudzi błyskotkami. Nie szuka poklasku. Szybko dociera do sedna – do stylu. Który pozwala autonomicznie – w spokoju i bez ciśnienia – zbudować. Intuicyjnie lub wręcz przez przypadek. Oczywiście przywołuje trendy (np. jedwabny biało – błękitny flyers Saint Laurent dostępny w Polsce w Vitkacu). Czasem jednak tylko po to, by ostatecznie im zaprzeczyć. Liczy się przecież styl. A nie ekscesy Nowego Jorku czy Paryża. Albo rodzime wojenki uprawiane na FB czy Insta między lokalnymi demiurgami mody. Dla mnie ważna jest moda zwykłych ulic Warszawy, Krakowa, Białegostoku czy Poznania. Moda zwykłych ludzi pijących kawę, jedzących gluten i płacących zbójeckie kredyty we frankach.

Zdjęcia: Aldona Karczmarczyk/Van Dorsen Talents & Jacenty Karczmarczyk
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Charakteryzacja: Agata Kalbarczyk/L’oreal
Model: Janek Kacprzak/Rebel Models
Asystent fotografa: Kuba Krul
Skład graficzny: Tomasz Malka/tomaszmalka.com

Sesja ukazała się w magazynie CHASSEUR

 

 

Dream Nation – generacja eko

Zawsze marzyła o ekologicznej, streetowej i polskiej marce. Moda ekologiczna jednak nie mogła się przebić do szerszego odbiorcy, ponieważ była nieatrakcyjna estetycznie. Duże szare wory nie mogą konkurować z nowoczesnym designem oferowanym przez większość sieciówek. Dlatego Luiza Jacob stworzyła jedyną Polsce, całkowicie ekologiczną markę DREAM NATION. Aby mieć nad wszystkim kontrolę. Przede wszystkim – mieć wiedzę, skąd pochodzi materiał, z którego szyje ubrania. Chce być odpowiedzialna za to, co noszą klienci. Dlatego ważne jest, że szyje w lokalnej szwalni, gdzie płaci dużo więcej niż w Chinach. Mniej zarabia na jednej rzeczy, ale też ma mniej kosztów pośrednich. Jej problem polegał na tym, że zakupioną w Turcji organiczną bawełnę – produkt oryginalny i autentyczny na polskim rynku, sama chciała nadrukować. Zawsze marzyły jej się printy. Kolorowe. Niepowtarzalne. Zaczęła szukać drukarni, która używa wyłącznie ekologicznych barwników i która będzie w stanie wykonać lecenie. Znalazła. Ale nie tylko to. Odkrycie, że moda to kwestia smaku i wartości okazało się ważniejsze. Jurgen Teller odmówił fotografowania Miley Cyrus do reklamy Marca Jacobsa. A Luiza odmawia nieczystych reguł gry, do których środowisko mediów jest stale przyzwyczajane. Bez kuszenia języczka uwagi darmowymi cap cake’ami i gifcikami dla stylistów i dziennikarzy wręczanych na press day’ach. Jej moda musi bronić się sama. Do tej pory doceniana bardziej na zagranicznych targach mody streetowej i ekologicznej w Londynie, Las Vegas, Berlinie i Japonii niż w Polsce.

Kolekcja Obey wyrasta z osobistych doświadczeń projektantki Luizy Jacob. Jako nastolatka sporo słuchała Sex Pistols, The Clash i Joy Division. A przekorna natura jest na to podatna. Więc w żyłach zaczęła płynąć rebeliancka krew. Która bardzo wcześnie zasilała między innymi marzenie o posiadaniu tatuaży. Optymalnym rozwiązaniem okazały się nadruki na tworzonych ubraniach. Fascynacja zjawiskiem posłuszeństwa autorytetom zrobiła swoje. Stale przecież musimy być czemuś posłuszni (ang. to obey). Kościół, szkoła, społeczeństwo, prawo to tylko część zbioru nakazów, których graficzne symbole pokrywają najnowszą kolekcję DREM NATION. Ostatecznie przecież można im zaprzeczyć (w granicach rozsądku), by szukać swojej ścieżki. To zależy od inteligencji. Podobnie jak wybór między prawdziwie ekologiczną modą a szarą chińską dresówką, o której super jakości dudnią po gazetach zaprzyjaźnione i/lub przekupione dziennikarki.

Zdjęcia: Aldona Karczmarczyk/Van Dorsen Talents
Stylizacja: Marcin Dabrowski
Model: Stanley/D’vision
Makijaż & Fryzury: Monika Chmielewska
Graphic Design: Tomasz Malka