Dominik Sadoch o kulisach kampanii Dior Homme AW 14/15

O kulisach kampanii Dior Homme AW 14/15 i współpracy ze światowej sławy fotografem Karim Sadli opowiada jeden z bohaterów sesji – model Dominik Sadoch z agencji AS Management.

Gratuluję ci. Wziąłeś udział w prestiżowej kampanii Dior Homme AW 14/15. To duży sukces w świecie modelingu. Kiedy i gdzie odbyła się sesja?

W Paryżu. Tam też wszystko się zaczęło, w styczniu tego roku. Najpierw był pokaz podczas fashion weeku AW 14/15. Zdjęcia zrobiliśmy miesiąc później, w lutym. Na początku kwietnia odbył się wielki pokaz kolekcji Dior Homme w Shanghaju i chwilę później ruszyła kampania.

Kiedy dowiedziałeś się, że weźmiesz udział w zdjęciach?







 Podczas pokazów w Paryżu?

Nie. O niczym nie wiedziałem aż do lutego. Bookerzy z mojej paryskiej agencji powiedzieli mi, że ludzie z Diora czekali aż skończę 16 lat. Dopiero wtedy mogłem brać udział w pokazach. Tak więc gdy skończyłem 16 lat, pojechałem pierwszy raz do Paryża. Tam projektanci i styliści Diora zobaczyli mnie na żywo i widocznie spełniłem ich oczekiwania.

Praca przy tej sesji to tzw. „direct booking”. To oznacza gwarancję obsady przy konkretnym projekcie?

Tak. Oznacza to więc, że nie było castingu. Po prostu skontaktowali się z agencjami  matkami, że jest taka opcja. My potwierdziliśmy, że możemy i wszyscy spotkaliśmy się dopiero w Paryżu



.

Jak wyglądała sesja?

Przy zdjęciach pracowała stała ekipa. Zawsze są ci sami ludzie, którzy odpowiadają za wszystko – zdjęcia i ubrania. Zdjęcia robił świetny fotograf, który pracuje z Diorem Homme już kolejny sezon – Karim Sadli. Oczywiście był też Kris van Assche – dyrektor artystyczny marki i główny projektant. Zdjęcia robiliśmy w bibliotece zabytkowej szkoły. Imponujące wnętrza.

Czy sety ubraniowe były przygotowane wcześniej czy mierzyliście dopiero na miejscu?





Wszystkie sylwetki i ich zestawienia były przygotowywane na bieżąco. Musiały pasować do konkretnego ujęcia i zgrać się w obrazie także z instalacją artystyczną, która była ważną częścią tła.

Co to za instalacja?





To instalacja zaprojektowana przez artystyczny duet M/M Paris, czyli Mathiasa Augustyniaka i Michaela Amzalaga. Zbudowano ją z podświetlanych szarych i białych wież zdobionych literami alfabetu. Kris mówił, że cały koncept kolekcji odnosi się do czasów, kiedy był studentem w Antwerpii. A wtedy studenci projektowania, w tym także on, często odwoływali się do grafiki.

Kris van Assche to jeden z ważniejszych obecnie projektantów męskiej mody. Jak układała się z nim współpraca? Czy stale był obecny na sesji?

Wszytko nadzorował tylko na początku. Zatwierdzał looki. Potem jak widział, że wszystko zmierza w dobrą stroną, to zostawił resztę pracy ekipie



. Widać, że ma zaufanie do fotografa i stylisty.

A jak pracowało się w tak licznej grupie?


 Na sesji oprócz ciebie było jeszcze 





czterech modeli. Z doświadczenia wiem, że ciężko zapanować wtedy nad właściwymi ujęciami zdjęć.

Rzeczywiście było nas pięciu. Plus dużo ludzi na planie, którzy się tam ciągle plątali. Creative directorzy, fotograf, dziewczyny od video, pomocnicy od oświetlenia, ludzie od ubrań, asystenci stylisty. Ale był spokój. Każdy wiedział, po co jest. Członkowie ekipy zajmowali się swoim konkretnym zadaniem. Wszystko sprawnie szło w rytm muzyki.

Ile trwały zdjęcia?





Na planie byliśmy cały dzień – od godz. 9 do 22



.

Oczywiście z przerwami?

Tak. Wszystko było na super poziomie. Ciągle catering. Oprócz śniadania i ciągłych przekąsek, był jeszcze pełny obiad



. Adrenalina i dobre jedzenie sprawiły, że nie czułem zmęczenia.

Zrobić kampanię Dior Homme – marzenie wielu. Czy 


coś się teraz zmieniło w Twojej karierze modela?







Udział w tej kampanii to niewątpliwie prestiżowe dokonanie. Na pewno bardziej wyrabia się moje nazwisko oraz dalsza współpraca z Diorem. Po sesji wziąłem udział w wielkim pokazie w Shanghaju. Myślę, że teraz łatwiej mi pójdzie na castingach do nadchodzących pokazów podczas wiosennych fashion weeków



 w Europie i Nowym Jorku.

W środowisku wiemy, że odnosisz duże sukcesy. Jak na Twoją karierę modela reagują 



najbliżsi – rodzina, przyjaciele? No i jak 



nauczyciele – jesteś przecież w pierwszej klasie liceum





?

Rodzina i przyjaciele – wiadomo – bardzo wspierają. Wszystko śledzą i bardzo się cieszą. Nie wiem, czy nauczyciele wiedzą dokładnie, co zrobiłem i co robię, ale przyczynę nieobecności znają. Oprócz tego, że muszę zaliczać sprawdziany, to szkoła nie miała z tym problemu. Nauczyciele wręcz poszli mi na rękę z klasyfikacją, bo nie było mnie większość pierwszego semestru



.

Tak więc wszyscy nadal trzymamy mocno za ciebie kciuki i osobiście życzę ci powodzenia na wiosennych pokazach i pracy z najlepszymi ekipami!

Nie zapeszam. Ale dziękuję.

Rozmawiał: Marcin Dąbrowski
Zdjęcia: mat. prasowe Dior, www.nytimes.com

„Zabić twardziela” – O kryzysie męskości i znaczeniu męskiej mody – w rozmowie z psycholożką Hanną Samson.

O najnowszej książce „Zabić twardziela” oraz o jakości życia mężczyzn w dobie końca patriarchatu w rozmowie z Hanną Samson – psycholożką, terapeutką, feministką i pisarką. Autorką siedmiu powieści (m.in. „Miłość reaktywacja”, „Wojna żeńsko-męska i przeciwko światu”, „Życie po mężczyźnie”) oraz felietonów w magazynach „Sens” i „Wysokie Obcasy”.

W swojej najnowszej książce – „Zabić twardziela” – piszesz, że obecnie dominującym wzorcem kultury dla mężczyzn jest figura wojownika. Coś dobrego z tego wynika?

Zdecydowanie nic dobrego. Ani dla mężczyzn, ani dla kobiet. Ten wzorzec mocno mężczyzn ogranicza, nie daje możliwości zobaczenia, kim naprawdę są. Energia idzie na dopasowanie się do tego wzorca. Sporo energii, bo to dzieje się od dzieciństwa i może trwać całe życie.

W ostatnim rozdziale „Koniec patriarchatu” stwierdzasz, że szansą dla mężczyzn jest dotarcie do własnych pokładów uczuć i delikatności. Odbywa się to z pomocą kobiet. Myślisz, że moda może facetom pomóc w rozwijaniu samoświadomości?

Poczekaj, niech pomyślę. Jeśli modę kreuje rynek, to mamy do czynienia z innego rodzaju presją. Ale moda łączy się także z możliwością wyboru. I jeśli mężczyźni otworzyliby się na to, jest w tym spory potencjał. Rzeczywiście, moda może być jedną ze ścieżek, na których szukamy i wyrażamy siebie, a nie dostosowujemy się do narzucanego wzorca.

Piszesz także, że mężczyźni większość życia spędzają w sferze publicznej, znacznie więcej niż w rodzinnej. Pochłania ich kształtowanie wizerunku. Wysyp miejsc, gdzie szyje się garnitury na miarę, świadczyć może o tym, że faceci przychodzą po zbroje. Garnitur-mundur manifestuje władzę. A moda najszybciej i wyraźniej może zakomunikować innym, kim jesteśmy.

I kim chcemy być. Obserwuję coraz więcej mężczyzn, którzy dzięki modzie manifestują siebie. To najczęściej młodzi ludzie. Widzę to wyraźnie na przykładzie znajomych mojej córki. Mam wrażenie, że młodzi mężczyźni mają lepszy kontakt z tym, co im się podoba.
I niekoniecznie to jest to, co podoba się większości. Zdecydowanie odbiegają od standardów swoich ojców, a poprzez strój to manifestują. Określają swoją tożsamość. To nie tylko styl, ale możliwość poszukiwania siebie. Moda otwiera.

Ale czy w tym wszystkim nie ma też pułapki? Pomógł mi to zauważyć mój kolega psycholog i trener – Mateusz Banaszkiewicz. Faceci jeszcze źle reagują na dobrze ubranych facetów, z którymi wchodzą w oficjalne relacje, ­na przykład w pracy. Dużo piszesz w książce o silnych mechanizmach rywalizacyjnych, regulujących zachowania współczesnych mężczyzn. Czy to, że będziemy wyglądać lepiej niż inni, nie utrudni nam życia?

Rzeczywiście to, o czym mówisz, jest wyrazem rywalizacyjności facetów, którzy w każdym momencie chcą być lepsi od innych. Chcą wygrywać. Tego byli uczeni od dzieciństwa. Niewątpliwie ubranie jest manifestacją statusu. Jeśli mężczyźni źle reagują na lepiej ubranych od siebie, to widać, że jest w nich stałe napięcie, żeby wygrać. Jeśli spotyka się dwóch samców alfa, pochodzących z jednej społecznej półki, to chcą siebie nawzajem pokonać. Kształtowanie stylu daje szansę rozwoju osobistego, ale pod warunkiem, że unikniemy ciągłych porównań z innymi. Bo jeśli na tym się głównie skupiamy, to moda nie służy nam do wyrażania siebie, tylko do oceniania i walki.

Ciąg dalszy wywiadu z Hanną Samson w magazynie Qelement.pl

Rozmawiał: Marcin Dąbrowski

Zdjęcia: Bartek Szmigulski dla Qelement.pl

Hanna Samson – „Zabić twardziela”. Wydawnictwo „Czerwone i czarne”, Warszawa 2013

Ania Kuczyńska – o męskiej sekcji kolekcji „Glowing in the dark” jesień/zima 13/14

Jesienno – zimowa Ania Kuczyńska Glowing in the dark 13/14 Światła Nocy inspirowana jest nurtem Nowej Fali w kinie francuskim, muzyką Punk i New Wave. Muzami kolekcji są aktorzy  – Brigitte Bardot i Alain Delon, wokalistka Patti Smith i fotograf Robert Mapplethorpe. Ania Kuczyńska w obecnym sezonie nie ukrywa fascynacji bezkompromisową postawą obyczajową i artystyczną wspomnianych postaci. Zdaje się, że gwałtowna struktura relacji bohaterów inspirująco rozwarstwia rozumienie ludzkich losów. A wszystko, co wówczas im towarzyszyło, w tym np. moda solidnie pochłania wyobraźnię. Styl tych charyzmatycznych artystów – magnetyczna, swobodna elegancja wyraźnie poruszyła estetyczny nerw Ani Kuczyńskiej. Której precyzyjna, minimalistyczna i uspokająca moda wynika z wnikliwego wglądu w skomplikowaną ludzką dramaturgię.

Branża kojarzy cię z rdzennym minimalizmem. A ludzie coraz częściej z akcesoriami – torbami, plecakami i tubami – szalikami. Zanim zapytam o najnowszą kolekcję, muszę ci coś powiedzieć. Jestem zdrowo uzależniony od twojego plecaka. Za granicą jestem wciąż pytany, skąd go mam. W kraju zresztą też. Charakterystyczne, superpojemne torby okazały się hitem sprzedaży. Czy spodziewałaś się, że twój gigantycznie pojemny plecak stanie się wunderwaffe? I zacznie certyfikować rozeznanie w modzie?

Bardzo lubię projektować akcesoria. Plecak VOLCANO, torba SHANGHAI  i tuby na stałe wpisały się w warszawski krajobraz. Ich sukces polega na dobrym projekcie, jakości i charakterystycznych wykończeniach. Srebrne kółko – próby 925 – projektu Karola Śliwki, juchtowe skórki z wybitym logo marki to integralne składniki. Moje ubrania i akcesoria zaczęły być rozpoznawalne i charakterystyczne dla miejsca, w którym tworzę. Jucht jest tradycyjnym materiałem wykorzystywanym w wyrobach regionalnych na Podhalu. Elementy projektu są spójne i tworzą harmonijną całość. Są moje, są autentyczne.

Czy to sukces fantastycznego plecaka, który można zobaczyć głównie na plecach panów zachęcił cię do stworzenia męskiej linii w obecnej kolekcji ?

Koncepcja uniseksowych kolekcji jest dla mnie bardzo ciekawa. W kolekcji zimowej wybrane modele występują w wersji damskiej i męskiej. Tworzą konkretną, zamkniętą całość, utrzymują jeden charakter kolekcji. Istotne dla mnie jest tworzenie nastroju kolekcji. Do jesienno – zimowej GLOWING IN THE DARK pasują projekty dla mężczyzn.

Miałaś epizody z męską moda w poprzednich sezonach. Ale nie wszystkich. Teraz męska linia będzie stałą propozycją polskiej marki Ania Kuczyńska?

Myślę, że tak. Zależy mi na stworzeniu linii basic. Modeli powtarzających się sezonowo. Mężczyźni lubią funkcjonalne projekty. Jeżeli wybierają fason spodni, koszuli, kurtki lub akcesorium są mu wierni.

To chyba właśnie osiągnęłaś. Twoja zimowa kolekcja jest bardzo uniwersalna. Uspokaja. Jaką rzecz ze swojej męskiej linii lubisz najbardziej? Ja jestem fanem strukturalnej puchowej, niebieskiej kurtki.

Ta kurtka to model ROBERT I PATTY. Jest bardzo charakterystyczna, dobrze podkreśla sylwetkę. Moją ulubioną kurtką jest COMPUTER LOVE.

Czy projektowanie dla panów to dla ciebie poświęcenie? Szczególna potrzeba? Duży wysiłek?  Potrzebujesz do tego specjalnych inspiracji albo wyjątkowego nastroju?

Projektowanie dla mężczyzn jest dla mnie równie naturalne jak projektowanie dla kobiet. Dużym wyzwaniem jest odmienny sposób myślenia o modzie męskiej. Mężczyźni na równi z estetyką stawiają funkcjonalizm. Pobudza to moją wyobraźnię i stawia wysoką poprzeczkę.

Muzy twojej kolekcji przeżywały życie bardzo intensywnie i burzliwie. Niekiedy wręcz bardzo destrukcyjnie. Związek Patti Smith i fotografa Roberta Mapplethorpe’a, choć gorący i wzajemnie pochłaniający, to nie miał szczęśliwego epilogu. I stale ocierał się o niebezpieczeństwa. Ja osobiście mam nadzieję, że twój związek z męską modą okaże się bardziej trwały. Skorzysta na nim wielu mężczyzn. 

Byłoby wspaniale, dziękuję!

Rozmawiał: Marcin Dąbrowski

MĘSKA SEKCJA KOLEKCJI „GLOWING IN THE DARK” JESIEŃ/ZIMA 13/14

Zdjęcia: materiały prasowe marki ANIA KUCZYŃSKA