14 lipca 2014

HIS HAIR

Korzyści płynące z dbania o wizerunek oceniać można w kontekście osobistym, zawodowym i społecznym. O siebie zaczął ostatnio dbać nawet lider opozycji, prezes PIS – Jarosław Kaczyński. Wcześniej tego nie robił, ponieważ schludny wygląd, dobrze skrojona marynarka i nierozdeptane buty – zgodnie z solidarnościowym etosem – świadczyły wyłącznie o braku kompetencji w obszarze przejmowania władzy. Przez lata otoczenie prezesa jedynie wzmacniało w nim poczucie wizerunkowej nonszalancji (w PIS-ie nawet kobiety wyglądają źle). No i nagle – pstryk! Stylistka! Modny sweter. Biała koszula, czarna marynarka. Dopasowany krawat. Wszystko ok. Jednak brwi troszkę za długie. Prezesie, kosmetyczka to nie wróg. No włosy też trzeba przeczesać raz lub dwa na dzień. Wcześniej na pewno je umyć. Będą się lepiej układać.
Naczelny magazynu dla mężczyzn – „Logo”, którego prawie nikt (szczęśliwie) nie chce oglądać i czytać (ze zrozumiałych względów) czaszkę mieszczącą podpoznański umysł przykrywa wspomnieniem po włosach. Zdjęcia przy wstępniakach są bezlitosne. A włosy nadal są ważne. Szczególnie jeśli zaczynają przechodzić do historii.
Nadmiarowa wobec tradycyjnych standardów fantazja nie zawsze wspiera sprawę włosów. Patrz: Michał Witkowski. Umysł ma na pewno w porządku. Jak z resztą – widzimy sami. Jeśli moda cię nie lubi – to z nią nie wygrasz. Szkoda.

Zdjęcia: Aldona Karczmarczyk/Van Dorsen TalentsStylizacja: Marcin Dąbrowski
Fryzury: Michał Bielecki/Van Dorsen Talents
Modele: Janek/Model Plus, Carol S/AS, Kuba/AMQ, Michał/Panda

Sesja ukazała się w magazynie FuckingYoung.es -
http://fuckingyoung.es/hair-2/#.U8OtJKgjA7C

8 lipca 2014

Bądź sobą. Street style – męska moda ulicy

Na pozór nic wielkiego. A jednak. Co takiego sprawia, że europejskie ulice wciąż tak bardzo różnią się od naszych? Mówię rzecz jasna o modzie męskiej. I od razu szukam odpowiedzi.
W Polsce moda męska może zagrać tylko na wysokim C. Bo modni są przecież wyłącznie pracownicy międzynarodowych korporacji i banków. Eleganccy, czyściutcy, spod linijki. I dobrze, ale cały wysiłek idzie w utrzymanie efektu stada. Nawet jeśli ujawni się jakaś różnica osobowości (np. kolorowy krawat lub rogowe oprawki), to uważna lektura dekalogu stylu zwanego zasadami dress code’u, a bardziej spojrzenie szefa, przywołają do porządku. No i koniec kontrkultury.
Politycy są poza konkurencją. Nie mają stylu i żadnej ochoty, aby go mieć. Przecież dobrze ubrany polityk jest niewiarygodny. Zamiast zajmować się Polską i dobrem wspólnym, skupia się na sobie, swoich włosach i niestety rzadziej – butach. A jak już zajmie się sobą, to zatraca priorytety. Jak minister Sienkiewicz. Szef służb wywiadu. Wygląda dobrze – nie można powiedzieć. Cała para idzie nie tylko w garnitury, koszule, oprawki, krawaty, także w miny i gesty – wszystko według najmodniejszych podręczników mowy ciała. Jednak tak się pogubił w pielęgnacji, że pozwolił kelnerom nagrać się w knajpie. Jako szef wywiadu.
Męskie magazyny? Jakie? Są dwa. Jeden zdecydowanie lepszy, drugi – zdecydowanie zły. Ten zły miota się w pozycjonowaniu, szamocze na billboardach z reżyserami, modelami oraz aktorami na okładkach. I bredzi. Nie tylko w kwestii mody i stylu. I nic nie pomaga przesiadanie się usługowego naczelnego ze swetra z Tesco – w koszulę Wranglera na zdjęciu przy wstępniaku. Bo to wszystko nie kwestia nie tylko stylu, ale i umysłu. Ten tytuł omijamy.
Blogi? Tak, tak to lubię. Czytamy tylko jednego lub dwóch autorów. Wybierzcie sami, ja już wybrałem. Michał – tak trzymaj. Autorów morze. Ale jakie znaczenie ma dla nowoczesnej mody antropologia krawata w paski lub w kropki. No chyba że napisana poprawną polszczyzną z większościowym udziałem dystansu i poczucia humoru. A to już nie jest takie łatwe. O co chodzi z tą apoteozą garniturów? To gwarancja przynależności do wyższej kasty? Że kasę mogą sypnąć tylko panowie dojrzali i w ekstrawaganckim zamachu dokonać kupna kompletu szytego na miarę? W sumie po co pisać, poszukiwać i znowu pisać, jak można otworzyć punkcik krawiecki. Wyśmienity pomysł!
Tymczasem ja zostanę przy swoim. Bez ciśnienia, przerośniętych ambicji i uważnie będę przyglądać się panom na ulicach europejskich miast. Jeśli w ogóle uda mi się zorganizować kilka wolnych dni wakacji. Na pewno warto. Podobnie jak warto być po prostu sobą. To jedyna sprawdzona zasada męskiej mody. Nie tylko męskiej. Nie tylko mody.

Zdjęcia: www.fuckingyoung.es

9 czerwca 2014

He. Genuine leather

Genuine leather. Prawdziwa skóra. I moda, która często stawia nas pod ścianą.  Nie sposób przecież uniknąć etycznych dylematów. Nosić, nie nosić. Stella McCartney nigdy nie miała żadnych wątpliwości. Zanim swojej modzie wydała całkowity zakaz zbliżania się do zwierząt, odebrała nienaganne wychowanie od mamy – Lindy, radykalnej wegetarianki i – co podkreśla wielu – wspaniałej kobiety. Reszcie już nie łatwo zerwać z korzeniami. Prada, Bottega Venetta zanim wyrosły na imperia mody, latami pod swoimi brandami sprzedawały wyłącznie skórzane wyroby, głównie torby i inne akcesoria. A skórzane ubrania sprawniej przyciągają luksus. Są drogie, wyjątkowe i świetnie noszą się latami. Pod warunkiem, że są dobrze skrojone, a ich wzornictwo ma – powiedzmy – uniwersalny rys. Żegnaj żołnierzu – od stóp do głów – skórzany wprost z kolekcji Thierry Muglera. Reputacji marki zdominowanej fantazjami Francuza nie zdołał naprawić nawet talent Niccoli Formichetti. O wybrykach Donatelli Versace prewencyjnie nawet nie wspomnę. Dzisiaj skórę nosimy oczywiście wyłącznie w postaci kurtek (nie marynarek!) i spodni (nie szortów!). W towarzystwie bawełny, wełny, a nawet ortalionu. Miejsko. Skórzane torby i plecaki – ok. Skórzane płaszcze wciąż omijamy!

Sesja opublikowana w magazynie K MAG

Zdjęcia: Piotr Porebsky/Metaluna
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Makijaż: Beata Milczarek/Metaluna
Fryzury: Daniel Muras
Model: Dominik Sadoch/AS Management
Produkcja: Ewa Fiwek/Metaluna

 

 

 

4 czerwca 2014

Barack Obama tu był. American Psycho.

Sesję dla magazynu Viva!, której bohaterem był aktor Filip Bobek  zrealizowaliśmy w 2011 roku we wnętrzach apartamentu prezydenckiego hotelu Marriott w Warszawie. Filip chciał zerwać z utrwalonym przez serialowych scenarzystów wizerunkiem dyżurnego amanta. Pomysłu nie musieliśmy długo szukać. Zamiast standardowej burzy mózgów – jeden celny strzał – „American Psycho”. Producentka Ela Czaja i fotograf Piotr Porębski solidarnie wsparli ideę. Chwilę później wszyscy, wraz z Filipem, ruszyliśmy tropem bohatera wykreowanego przez Christiana Bale’a w kultowym filmie kanadyjskiej reżyserki Mary Harron. Klasyczna moda męska w stylu lat 50. pomogła nam zbudować dramaturgię.
W 2014 roku  prezydent USA Barack Obama w tych samych wnętrzach spędzał dwie noce podczas odwiedzin Polski z okazji czerwcowych obchodów 25 rocznicy pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych.

Zdjęcia: Piotr Porebsky/Metaluna
Stylizacja: Marcin Dąbrowski

Makijaż: Beata Milczarek/Metaluna
Fryzury: Sylwia Kiliś

29 maja 2014

Dominik Sadoch o kulisach sesji Dior Homme AW 14/15

O kulisach kampanii Dior Homme AW 14/15 i współpracy ze światowej sławy fotografem Karim Sadli opowiada jeden z bohaterów sesji – model Dominik Sadoch z agencji AS Management.

Gratuluję ci. Wziąłeś udział w prestiżowej kampanii Dior Homme AW 14/15. To duży sukces w świecie modelingu. Kiedy i gdzie odbyła się sesja?

W Paryżu. Tam też wszystko się zaczęło, w styczniu tego roku. Najpierw był pokaz podczas fashion weeku AW 14/15. Zdjęcia zrobiliśmy miesiąc później, w lutym. Na początku kwietnia odbył się wielki pokaz kolekcji Dior Homme w Shanghaju i chwilę później ruszyła kampania.

Kiedy dowiedziałeś się, że weźmiesz udział w zdjęciach?







 Podczas pokazów w Paryżu?

Nie. O niczym nie wiedziałem aż do lutego. Bookerzy z mojej paryskiej agencji powiedzieli mi, że ludzie z Diora czekali aż skończę 16 lat. Dopiero wtedy mogłem brać udział w pokazach. Tak więc gdy skończyłem 16 lat, pojechałem pierwszy raz do Paryża. Tam projektanci i styliści Diora zobaczyli mnie na żywo i widocznie spełniłem ich oczekiwania.

Praca przy tej sesji to tzw. „direct booking”. To oznacza gwarancję obsady przy konkretnym projekcie?

Tak. Oznacza to więc, że nie było castingu. Po prostu skontaktowali się z agencjami  matkami, że jest taka opcja. My potwierdziliśmy, że możemy i wszyscy spotkaliśmy się dopiero w Paryżu



.

Jak wyglądała sesja?

Przy zdjęciach pracowała stała ekipa. Zawsze są ci sami ludzie, którzy odpowiadają za wszystko – zdjęcia i ubrania. Zdjęcia robił świetny fotograf, który pracuje z Diorem Homme już kolejny sezon – Karim Sadli. Oczywiście był też Kris van Assche – dyrektor artystyczny marki i główny projektant. Zdjęcia robiliśmy w bibliotece zabytkowej szkoły. Imponujące wnętrza.


Czy sety ubraniowe były przygotowane wcześniej czy mierzyliście dopiero na miejscu?





Wszystkie sylwetki i ich zestawienia były przygotowywane na bieżąco. Musiały pasować do konkretnego ujęcia i zgrać się w obrazie także z instalacją artystyczną, która była ważną częścią tła.

Co to za instalacja?





To instalacja zaprojektowana przez artystyczny duet M/M Paris, czyli Mathiasa Augustyniaka i Michaela Amzalaga. Zbudowano ją z podświetlanych szarych i białych wież zdobionych literami alfabetu. Kris mówił, że cały koncept kolekcji odnosi się do czasów, kiedy był studentem w Antwerpii. A wtedy studenci projektowania, w tym także on, często odwoływali się do grafiki.


Kris van Assche to jeden z ważniejszych obecnie projektantów męskiej mody. Jak układała się z nim współpraca? Czy stale był obecny na sesji?

Wszytko nadzorował tylko na początku. Zatwierdzał looki. Potem jak widział, że wszystko zmierza w dobrą stroną, to zostawił resztę pracy ekipie



. Widać, że ma zaufanie do fotografa i stylisty.

A jak pracowało się w tak licznej grupie?


 Na sesji oprócz ciebie było jeszcze 





czterech modeli. Z doświadczenia wiem, że ciężko zapanować wtedy nad właściwymi ujęciami zdjęć.

Rzeczywiście było nas pięciu. Plus dużo ludzi na planie, którzy się tam ciągle plątali. Creative directorzy, fotograf, dziewczyny od video, pomocnicy od oświetlenia, ludzie od ubrań, asystenci stylisty. Ale był spokój. Każdy wiedział, po co jest. Członkowie ekipy zajmowali się swoim konkretnym zadaniem. Wszystko sprawnie szło w rytm muzyki.

Ile trwały zdjęcia?





Na planie byliśmy cały dzień – od godz. 9 do 22



.

Oczywiście z przerwami?

Tak. Wszystko było na super poziomie. Ciągle catering. Oprócz śniadania i ciągłych przekąsek, był jeszcze pełny obiad



. Adrenalina i dobre jedzenie sprawiły, że nie czułem zmęczenia.

Zrobić kampanię Dior Homme – marzenie wielu. Czy 


coś się teraz zmieniło w Twojej karierze modela?







Udział w tej kampanii to niewątpliwie prestiżowe dokonanie. Na pewno bardziej wyrabia się moje nazwisko oraz dalsza współpraca z Diorem. Po sesji wziąłem udział w wielkim pokazie w Shanghaju. Myślę, że teraz łatwiej mi pójdzie na castingach do nadchodzących pokazów podczas wiosennych fashion weeków



 w Europie i Nowym Jorku.

W środowisku wiemy, że odnosisz duże sukcesy. Jak na Twoją karierę modela reagują 



najbliżsi – rodzina, przyjaciele? No i jak 



nauczyciele – jesteś przecież w pierwszej klasie liceum





?

Rodzina i przyjaciele – wiadomo – bardzo wspierają. Wszystko śledzą i bardzo się cieszą. Nie wiem, czy nauczyciele wiedzą dokładnie, co zrobiłem i co robię, ale przyczynę nieobecności znają. Oprócz tego, że muszę zaliczać sprawdziany, to szkoła nie miała z tym problemu. Nauczyciele wręcz poszli mi na rękę z klasyfikacją, bo nie było mnie większość pierwszego semestru



.

Tak więc wszyscy nadal trzymamy mocno za ciebie kciuki i osobiście życzę ci powodzenia na wiosennych pokazach i pracy z najlepszymi ekipami!

Nie zapeszam. Ale dziękuję.

Rozmawiał: Marcin Dąbrowski
Zdjęcia: mat. prasowe Dior, www.nytimes.com

16 maja 2014

Met Gala 2014. Dress code – White tie. Co to oznacza?

MET Gala oficjalnie nazwany Costume Institute Gala to coroczny charytatywny bal na rzecz fundacji Metropolitan Museum of Art’s Costume Institute, uznawany za najważniejsze społeczne wydarzenie Nowego Jorku. Co roku przedstawiciele amerykańskich elit – biznesmeni, artyści, reżyserzy filmowi, aktorzy, projektanci mody, oraz muzycy świętują nie tylko wyniki zbiórki funduszy (rekordowe 12 milionów dolarów w 2013 r.), ale również towarzyszą otwarciu prestiżowej wystawy. W tym roku w całości poświęconej jednemu z najważniejszych twórców mody haute couture – Jamesowi Charlsowi (James Charles: Beyond The Fashion). Patronat nad imprezą sprawuje  prezes fundacji – Anna Wintour – redaktor naczelna amerykańskiego Vogue’a.
Zeszłotygodniowy bal większość jednak zapamięta głównie ze względu na incydent, do jakiego doszło między wokalistką Solange i jej szwagrem Jay Z. Jak donosi portal nymag.com – za jedyne 250 tyś. dolarów pracownik Standard Hotel przyczynił się do wycieku nagrania z windy, która w czasie after party po balu w Metropolitan Museum na 3 minuty stała się areną walki między wokalistką i producentem muzycznym. Nie wiadomo, dlaczego Solange pobiła  męża swojej siostry – Beyoncè.
Wiadomo jednak, że wszyscy zaproszeni goście zobowiązani byli w tym roku zastosować się do wyznaczonego przez Annę Wintour dress code’u – WHITE TIE.

Dopisek na zaproszeniu „Dress code: White tie and decorations” wielu nowojorskich gości wprawił w zakłopotanie. Podobno rozdzwoniły się telefony do Toma Forda, którego styl powszechnie uznany jest za elegancję najwyższych lotów, z prośbą o załatwienie smokingu i … ozdób choinkowych, powszechnie uznanych za dekoracje. Nic bardziej mylnego. „White tie” to kanon elitarnej elegancji kojarzony wyłącznie z trzyczęściowym frakiem, zarezerwowany na spektakularne wydarzenia na najwyższym szczeblu, takie jak np. bal u królowej brytyjskiej, uroczyste spotkania dyplomatyczne czy śluby potomków królewskich rodów. Dopisek „and decorations” prawidłowo odczytał jedynie Mario Testino – fotograf  mający  ogromne doświadczenie w portretowaniu członków elit i arystokratycznych rodzin. Na balu pojawił się we fraku ozdobionym orderami i emblematami Wielkiego Imperium. Wśród wzorowo ubranych gości znaleźli się – wspomniany projektant Tom Ford oraz aktorzy – Benedict Cumberbatch i Johnny Depp, którzy wybrali frak skrojony przez Ralpha Laurena. Na szczęście eleganckich zestawów starczyło także dla samego Ralpha i jego syna Davida, którzy tego wieczoru sami stali się najlepszą wizytówką amerykańskiej mody. Bradley Cooper wystąpił we fraku Toma Forda, a raper Kanye West – w Lanvin. Dostojnie wyglądali także: projektant Calvin Klein i aktor młodego pokolenia Eddie Redmayne. W kanonie „white tie” – co widać poniżej – frakom zawsze towarzyszą białe koszule z łamanym kołnierzykiem pod muszkę (także białą), białe lub czarne jedwabne kamizelki, atłasowe pasy i ciemne lakierowane buty.

Niektórzy goście tegorocznej MET Gala obowiązujący dress code „white tie” zredukowali do słowa „white” i na bal założyli białe, smokingowe marynarki. Choć konserwatywny gust specjalistów protokołu zapewne wystawiano na próbę, to przybyłym w białych smokingach panom trudno odmówić elegancji. David Backham świetnie wyglądał w marynarce Ralpha Laurena. Producenci muzyczni i wokaliści – Jay Z i Frank Ocean skorzystali z rady Riccardo Tisciego – dyrektora kreatywnego Givenchy i obaj wystąpili marynarkach tej marki. Projektant zaś na galę założył biały smoking Givenchy Haute Couture.

Część zaproszonych panów pomyliła dress code „white tie” z „black tie”. Dlatego na bal założyli – wbrew wytycznym – czarne smokingi. Marynarki wchodzące w skład tych zestawów mogą mieć tradycyjne lub szalowe (smokingowe właśnie) klapy. Koniecznie jednak wykończone powinny być jedwabiem. Smokingom, które w USA nazywa się „tuxedo jackets” (od nazwy nowojorskiego Tuxedo Park Club, w którym James Potter, amerykański milioner przyjmował elitarnych gości) towarzyszą białe koszule z łamanym kołnierzykiem lub tradycyjne, spodnie z jedwabnymi lampasami, atłasowe pasy, czarne muchy lub jedwabne czarne krawaty. Takie właśnie rozwiązanie wybrali projektanci marki Proenza Schouler – Jack McCollough i Lazaro Hernandez oraz aktorzy – Ryan Reynolds (w Gucci) i Edward Norton.

Spośród panów, którzy świadomie wyłamali się z obowiązującego na balu kanonu moją uwagę zwrócili – raper ASAP Rocky w surducie brytyjskiej sieciówki TOP MAN oraz projektanci młodego pokolenia – Alexander Wang w modnym dwurzędowym garniturze swojego autorstwa oraz Olivier Theyskens, który na bal przybył w czarnym smokingu ozdobionym dużą muchą w stylu lat 70.

Zdjęcia: Josh Haner dla The New York Times, www.nytimes.com
www.oystermag.com

12 maja 2014

My Suburbia. Re-edition

Przedmieścia doceniano wcześniej niż w latach 80. wraz z wypadami duetu Pet Shop Boys do pierwszych klubów gejowskich na East End w Londynie. W 1966 r. Yves Saint Laurent ze swoim partnerem w życiu i biznesie Pierrem Bergem otwierają na lewym brzegu Sekwany w Paryżu butik, pracownię i siedzibę fundacji promującą sztukę. Pierre rozpoczyna kompletowanie gigantycznej kolekcji światowych dzieł sztuki, a Yves – z pomocą partnera – rozszerza swoją dotychczasową działalność i funduje markę YSL Rive Gauche (lewy brzeg). Właśnie rodzi się tak pojemna obecnie kategoria mody – ready-to-wear. Yves i Pierre zmęczeni są oficjalnym, eleganckim, zakochanym w wernisażach i bankietach centrum Paryża. Znudziło ich dopieszczanie mieszczańskich dam. Wraz ze swoją przyjaciółką – projektantką biżuterii – Loulou de la Falaise, Yves rozpoczyna trwający wiele lat tour po imprezach na lewym brzegu Sekwany. Według legendy marki YSL artyści przedmieść Paryża mieli zasilać projektanta energią potrzebną do rewolucji.  Kolekcja Le Smoking z 1966 roku na stałe włącza nurty mody męskiej w myślenie o modzie damskiej. Zawodowo udało się. Ale koszty psychologiczne przerosły Yvesa. Depresja, nałogi, ucieczka w samotność. I cierpienie Pierre’a, który wobec choroby partnera pozostał bezradny.
Lata 80. Wielka Brytania. Przedmieścia wywalczają najlepszy wynik w dotychczasowej historii mody. Z pomocą muzyki punk, Joy Division, Sex Pistols, Malcolma McLarena i jego ówczesnej partnerki Vivienne Westwood moda przedmieść staje się najbardziej obiecującą kategorią kultury. I dominującą formą publicystyki. Kontrkulturową modę przedmieść Vivienne Westwood instaluje bliżej centrum – w butiku World End przy 430. King’s Road w Londynie. Butik pulsuje społecznym tętnem. Zmienia szyldy tak szybko jak fan ziny z dnia na dzień wykrzykują sugestywne tytuły. Nośnikiem społecznych treści stają się hasła na t-shirtach. Rewolucja – reaktywacja. Moda jest już ścieżką wyrażania siebie. Buduje psychologiczne zasoby, w tym odwagę, do walki z oficjalną kulturą degradującą psychikę. Silniej niż w latach 60. podważa zasady i fundamenty elitarnej mody. To dziś podstawa. Podobnie jak zasilanie energią tradycji. I szczerość, że coś z czegoś wynika. Awangardowa moda ma przecież swoje źródła i uzasadnienia.
To robota miejscowych samozwańczych fashion consultants, że po tegorocznym łódzkim Fashion Week z przyzwoitych, streetowych polskich marek z atrakcyjnym wzornictwem (tak jak by to nie wystarczyło), robią awangardę. Zastanawia bierność projektantów wobec takich stwierdzeń. Tymczasem awangardy nie można dziś zadekretować. Nawet jeśli robi to grupa ludzi z blogami, kolczykami oraz koszami słuszności i racji. Awangarda bierze się z buntu oraz samotności. Korzysta z wielu złożonych zasobów – i artystycznych (pomysł, energia), i paradoksalnie finansowych (strategia przeciwsieciówkowa). Dlatego wyprawy w to, co było mogą się przydać bardziej niż wypuszczanie ego w obszar pragnień uznania i fantazji o wielkości.
Wracam do sesji zainspirowanej powrotami stylu przełomu lat 80, który w Polsce na stałe zagościł w modzie MMC, Michała Szulca, Łukasza Jemioła, Małgorzaty Czudak. Na szczęście moda awangardowa zawsze będzie wyzwaniem. I testem inteligencji oraz  kompetencji określanych w psychologii jako miękkie, kojarzonych z grubsza z rozumieniem. Testu zarówno dla projektantów, jak i odbiorców.

6 maja 2014

H&M tylko dla mężczyzn

Ostatnie badania opublikowane przez Daily Mail pokazują statystycznego Brytyjczyka jako mężczyznę zainteresowanego modą średnio dwa razy w tygodniu do tego stopnia, że podczas dwóch dni na ubrania, obuwie i akcesoria skłonny jest wydać ok. 1000 funtów. Ok. 41 % ankietowanych panów przyznaje, że zarobione pieniądze wydają na ubrania oraz kosmetyki. Anonimowa kategoria „zarobione pieniądze” rozbudza apetyty marketingowców odzieżowych gigantów. Tym bardziej, że – jak dowodzą badania – bolesne niekiedy sprzężenie między ceną i jakością nie odkłada się u panów zgagą. Jeśli więc mogę wydać pieniądze, żeby dobrze wyglądać, najchętniej zrobię to w jednym miejscu. Koncern H&M wyciągnął właśnie asa z rękawa ze specjalną dedykacją dla swoich klientów płci męskiej. W swojej ojczyźnie, w Sztokholmie przy placu Norrmalmstrog otwarto niedawno pierwszy flagowy sklep H&M MEN.

Brytyjskie badania pokazują także, że dla 60 % procent liczy się jakość produktu nabywanego zresztą w przyzwoitej świadomości. Aż 70 % Brytyjczyków potrafi wskazać ulubionego projektanta lub markę. Brytyjczyk to europejczyk statystycznie przynajmniej taki sam jak Szwed. Zapewne dlatego w sztokholmskim sklepie oprócz casualowych i klasycznych ubrań sporo miejsca z 1000 m² powierzchni sklepu wydzielono dla linii H&M TREND. To przecież propozycje dla tych wszystkich, którzy chłoną modę w większym niż przeciętnym stężeniu.
W skrojonym na miarę potężnym sklepie, luksusowo wyposażonym w najnowszy wnętrzarski design (lady kasowe wykonano z najdroższego, zielonego marmuru) statystyczny Szwed – europejczyk będzie miał szansę zrealizować się jako świadomy konsument. Zamiast tracić czas na kompletowanie garderoby w różnych miejscach można to zrobić pod jednym, nowoczesnym dachem. Może nawet spędzimy pod nim więcej czasu niż zakup i statystyczny wypad. Podobno statystycznie za jednym razem w ładnych wnętrzach wydamy więcej kasy, ale żaden przytomny marketingowiec tego nie potwierdzi. Tymczasem ja osobiście rozpocząłem odliczanie czasu do otwarcia pierwszego w Polsce sklepu H&M MEN! Tymczasem czas tyka do 6 listopada, kiedy w sklepach H&M – tym razem – na całym świecie pojawi się limitowana kolekcja genialnego Alexandra Wanga.

Zdjęcia: materiały prasowe H&M

28 kwietnia 2014

Männer Vogue – legenda stylu

W latach 80. niemiecka edycja męskiego magazynu Vogue była przełomowym tytułem na rynku prasy. Wydawcy albumu „Big Time: The Legendary Style of Männer Vogue, 1984 -1989″ przypominają złote lata magazynu, kiedy stanowisko dyrektora kreatywnego piastował Szwajcar – Beda Achermann. Nie bez znaczenia jest fakt pojawienia się tej publikacji teraz, gdy na horyzoncie tli się koniec ery prasy drukowanej.  Stężenie żalu wzrasta wraz z każdą kartą albumu. Dorobek artystyczny (zdobyty w krótkim okresie 5 lat) w dziedzinie rozwoju rynku wydawniczego jest nie do przecenienia i obejmuje nie tylko rewolucyjną ikonografię, innowacyjny układ graficzny (komponowanie zdjęć na rozkładówkach) i nowatorską typografię (adaptacja pisma ręcznego).
Beda Achermann miał nosa do ludzi. Wspierał kariery nie tylko współpracujących z nim grafików, stylistów i dziennikarzy mody. Zastosowanie strategii publikacji sesji zdjęciowych takich autorytetów jak Herb Ritts, Peter Lindbergh czy Helmut Newton okazało się testem sprawności dla całego pokolenia młodych fotografów. To właśnie pod kuratelą Achermanna w niemieckim męskim Vogue zaczęły pojawiać się edytoriale początkujących wówczas, a dziś legend światowej fotografii mody, takich jak Mario Testino, Ellen von Umwerth czy Max Vadukul.
Obecnie największym spadkobiercą dokonań Bedy Achermanna jest francuski magazyn Vogue Homme International. Najpełniej korzysta z energii, którą w latach 1984 -1989 dyrektor kreatywny zasilał niemiecki tytuł. Twórcy wydawnictwa „Big Time: The Legendary Style of Männer Vogue, 1984 -1989″  komponują album z trzech części – „Big Style” (moda), „Big Shots” (artykuły i portrety) oraz „Big Bang” (portfolio fotografów). Konstrukcja ta pozwala prześwietlić talent i odwagę kreatywnego Szwajcara. Który z awangardowych, odważnych i nonszalanckich zdjęć potrafił ufundować wyrazisty i elegancki styl niemieckiego tytułu. Międzynarodowy styl glamour w obszarze promowania mody męskiej was made in Germany. Jest w tym wszystkim jeszcze coś optymistycznego. Wysoka jakość sesji zdjęciowych, profesjonalnie zaprojektowana szata graficzna i treść opracowana według najwyższych merytorycznych standardów drukowanych magazynów  to wciąż karty przetargowe w nierównej walce z darmowym internetem.

Zdjęcia: www.vogue.fr/vogue-hommes

18 kwietnia 2014

Role of life

Kolor w roli głównej. Wspomniany w kolekcjach przez poważne autorytety. Saint Laurent stawia akcent na czerwony. Modele wystylizowani na moped boys z lat 50. dynamicznie mijają się na paryskim wybiegu w spodniach w nasyconym kolorze. Prada z malarskim wyczuciem komponuje sylwetki z ciemnych tkanin, które stają w szranki z pomarańczową, morską, czerwoną i ciemnozieloną barwą. Alber Elbaz i Lucas Ossendrijver – autorzy bardzo dobrej kolekcji Lanvin – angażają granat, niebieski i czerwony. Tłem dla sezonowych nowości są granatowe płaszcze i marynarki oraz beżowe garnitury, które z racji dobrej sprzedaży przy okazji zapewniają rentowność marce.  U Rafa Simonsa odważne zestawienia jaskrawej fuksji i nasyconej zieloni, a wszystko w granicach jednej koszuli. Do żonglerki tymi egzemplarzami mody męskiej SS 2014 bardziej od odwagi potrzeba wyczucia i wprawnego rozpoznania trendów. W obecnych propozycjach projektantów kolor pojawia się w towarzystwie printów i wzorów graficznych (Givenchy) lub kwiatów (Prada, Dries Van Noten, Marc Jacobs). Można przywołać te tendencje – chociażby po to, by ostatecznie im zaprzeczyć. Lub przyswoić w mikroskali (np. kurtka z motywem kwiatowym, ale koniecznie w połączeniu z ciężkimi butami). Aha – wbrew temu, co wypisują specjaliści małopoczytnych polskich, męskich, gadżetowych magazynów drukowanych – biały, szary, czarny, granatowy to też kolory! Lepiej o nich wiosną i latem nie zapominać.

Zdjęcia: Maria Eriksson
Stylizacja: Marcin Dąbrowski
Charakteryzacja: Beata Milczarek/Metaluna
Model: Piotr Suchecki/AS Management

Sesja ukazała się na portalu fuckingyoung.es
http://fuckingyoung.es/role-live/#.U1EKlcec87B